Menu

5 maja 2017

Pokaz mody XIX-wiecznej

Na początku marca w Muzeum Ziemi Nadnoteckiej w Trzciance odbył się wernisaż wystawy "Panie, mieszczki, służki", prezentującej rekonstrukcje wybranych strojów kobiecy od XIV do XIX wieku autorstwa Justyny Sepiał-Rychlik z pracowni Mme Chantberry. W ramach tego wydarzenia członkinie Stowarzyszenia Rekonstrukcji Historycznej i Kostiumingu „Krynolina” przygotowały pokaz mody przedstawiający stroje z XIX i początków XX wieku.

Od góry po lewej: Belle AtelierMs. Nelly, ja, Porcelana, Anuszka, Magda, Loana, Edyta, Weronika

Odbyła się również prezentacja XIX-wiecznego makijażu przy użyciu technik i kosmetyków odtworzonych przez autorkę bloga Buduar Porcelany oraz wykład pt. "Tajemnice alkowy - higiena i poczucie intymności w dawnych czasach" Justyny Sępiał-Rychlik.

Fot. Muzeum Ziemi Nadnoteckiej

Tego dnia wystąpiłam w mojej sukni dziennej datowanej na 1837 rok, która z tej okazji wzbogaciła się o dodatkową bawełnianą halkę nadającą spódnicy bardziej epokowy kształt – halka sznurkowa i tylko jedna zwykła jednak mnie nie satysfakcjonowały ;)


4 maja 2017

Zamek Krzyżacki w Świeciu

Ze względu na strategiczną lokalizację półwyspu między Wisłą i Wdą, w 1243 roku książę pomorski Świętopełk II przeniósł tu swoją siedzibę i zaczął wznosić kamienną fortyfikację. W 1309 roku gród zdobyli Krzyżacy, którzy po wyburzeniu istniejących zabudowań, wznieśli w tym miejscu zamek ukończony oficjalnie w 1350 roku.


Był to silnie ufortyfikowany zamek wodny, położony na końcu wąskiego cypla między rzekami, odcięty od lądu systemem fos. Został usytuowany na sztucznej wyspie, w celu ochrony przed powodziami, prawdopodobnie z wykorzystaniem murów i umocnień dawnego grodu. Wybudowano go z cegły i kamienia polnego, na wysokiej kamiennej podmurówce, na planie zbliżonym do kwadratu o boku długości 51 m.


W narożnikach, zamiast tradycyjnych kwadratowych wieżyczek, znajdowały się cztery, dość nietypowe w tamtych czasach, cylindryczne baszty wystające przed lico murów. Funkcję ostatniego punktu oporu, czyli stołpu, zamiast wieży obronnej pełniła jedna z baszt narożnych o wysokości 34,5 m i średnicy 10 m, znacznie przewyższająca pozostałe trzy baszty. Posiadała ona magazyn żywności, miejsce na kuchnię oraz własny system kanalizacyjny, co uniezależniało ją od reszty zamku i pozwalało na dalszą obronę przed wrogiem, któremu udało się zdobyć pozostałe obszary warowni. Baszta ta została zwieńczona wieńcem potężnych machikuł, również dość nietypowych w budownictwie krzyżackim.


W 1377 roku zamek, jako jeden z pierwszych, został wyposażony w broń palną – dwa działa, które w tamtych czasach stanowiły nowość w zakresie techniki wojennej. Uważa się, że zamek w Świeciu miał kluczowe znaczenie w obronie południowej granicy, wówczas krzyżackiego Pomorza Gdańskiego, aż do Wielkiej Wojny z zakonem krzyżackim w latach 1409-1411. W 1655 roku zamek został spalony i od tego czasu popadał w ruinę. W XVIII i XIX wieku został częściowo rozebrany, a ocalałe pomieszczenia przeznaczono na magazyny. Dopiero w 1843 roku ruinami zamku zainteresowały się władze i doszło do urzędowego wstrzymania rozbiórki. Prace zabezpieczające rozpoczęte na początku drugiej połowy XIX wieku trwały z przerwami aż do jego końca i ciągnęły się dalej w okresie międzywojennym oraz po II Wojnie Światowej.


Z masywnej gotyckiej warowni do naszych czasów przetrwała tylko część średniowiecznych murów północno-zachodniego skrzydła, które mieściło kiedyś kaplicę i refektarz bądź kapitularz. Ocalała także jedna narożna baszta i masywna wieża główna, która na skutek osiadania gruntu jest aktualnie odchylona od pionu o ponad metr i pełni dziś funkcję punktu widokowego na miasto oraz na fragment Parku Krajobrazowego Doliny Dolnej Wisły. Zachowały się także piwnice skrzydła północno-wschodniego, zarys murów i obrysy pozostałych baszt.




Ogólnie warownia w czasach jej powstawania stanowiła najprawdopodobniej jedyny przykład takiego założenia przestrzennego na ziemiach krzyżackich. Niektórzy znawcy architektury militarnej są zdania, że zamek w Świeciu bardziej przypomina zamki Krzyżowców w Ziemi Świętej, niż te krzyżackie na terenie Prus. Znalezione w Świeciu i okolicy rzymskie monety pozwalają przypuszczać, że właśnie tędy przebiegał Szlak Bursztynowy łączący Cesarstwo Rzymskie z Bałtykiem.


Obecnie na zamku w Świeciu prezentowane są różne ekspozycje muzealne oraz odbywają się liczne imprezy kulturalne, m.in.: organizowane nieprzerwanie od 1984 roku „Nocne Śpiewanie”.


Bibliografia:
Bykowski W., Bykowski W., Kujawsko-pomorskie dla każdego : przewodnik turystyczny po najciekawszych miejscach województwa, Apeiron, Bydgoszcz 2011
Haftka M., Zamki krzyżackie w Polsce. Szkice dziejów, Consort, Malbork 1999
Kujawsko-pomorskie. Przewodnik+atlas, K. Kuna (red.), DEMART, Warszawa 2014
Witak A. (red.), 1000 miejsc w Polsce które warto w życiu zobaczyć, Sport i rekreacja – MUZA SA, Warszawa 2009

27 kwietnia 2017

Secesyjna „Krynolina” w operze

W ostatnią sobotę lutego wzięłam udział w wyjściu do opery wraz z Paniami i Panem ze stowarzyszenia „Krynolina”, którego również jestem członkinią. Wybór padł na Operę Wrocławską z racji zarówno wizualnej jak i historycznej atrakcyjności obiektu. Trudniej było wybrać samą operę i termin, tak aby pasowały większości, ale udało się i ku mojej satysfakcji padło na "Carmen" Bizeta :)

źródło

Przed operą zaplanowane było spotkanie w kawiarni w pobliżu obiektu, ale niestety nie udało mi się wziąć w nim udziału. Wraz z damami, które gościłam, prawie że do ostatniej chwili wykańczałam stroje i dodatki. Tak się złożyło, że na przygotowanie wykroju i uszycie sukni miałam zaledwie 4 dni i sama jestem w szoku, że udało mi się ją uszyć w tak krótkim czasie, bo zazwyczaj szycie nowego stroju zajmuje mi go dużo więcej!

Zdecydowałam się na stosunkowo "skromną" suknię bez żadnych zdobień - tylko gładka czarna satyna, ale za to z duuużym trenem. Miałam spory zapas materiału, więc mogłam sobie spokojnie poszaleć z objętością spódnicy, której w efekcie obwód dołem wynosi około 6,5 m. Inspirowałam się kilkoma sukniami zachowanymi w zbiorach MET, a szczególnie jedną datowaną na lata 1898-1900, która powstała w "House of Worth". Przyglądając się dokładnie jej zdjęciom oraz innych o zbliżonym kroju, powstał mój wykrój oraz suknia, którą miałam na sobie podczas tamtego wieczoru.

źródło

Na zdjęciach oryginału można zauważyć elementy beżowej koronki przy dekolcie oraz prawdopodobnie resztki zwiewnej tkaniny w okolicy ramion. Początkowo planowałam również użyć podobnej koronki i dodać coś na ramiona, ale ostatecznie zrezygnowałam z tego pomysłu, aby zachować jednolitość i prostotę stroju. Niewykluczone jednak, że za jakiś czas zmienię zdanie i przeobrażę nieco wizualnie swoją suknię...


Poza suknią niezbędna jest jeszcze oczywiście odpowiednia bielizna oraz dodatki! Wyjście do opery okazało się idealną motywacją do ukończenia zaczętego kilka miesięcy wcześniej gorsetu, a także do uszycia typowo secesyjnej halki z falbaną na dole. Na lekcję układania włosów udałam się natomiast do Edyty, która jak widać na zdjęciach jest świetną nauczycielką, i dzięki niej udało mi się bez problemów samodzielnie odtworzyć fryzurę, którą mi zaproponowała :)

Fot. P. Schmidt

No i oczywiście nie mogło zabraknąć biżuterii, która stanowi nieodzowny dodatek do każdego wyjściowego stroju. Po wielu godzinach pracy z malutkimi szklanymi koralikami powstał komplet biżuterii, który zaprojektowałam specjalnie z myślą o tej okazji. Składa się na niego kolia, dwie bransoletki (w operze miałam tylko jedną, bo drugiej nie udało mi się skończyć) oraz kolczyki, a do włosów ozdobny grzebień. Docelowo powstanie jeszcze pierścionek i broszka w tej samej kolorystyce oraz ozdobne szpilki do włosów ;)


W sumie sama opera mi się podobała, choć wolałabym zobaczyć premierę, bo wiadomo - wtedy zawsze wszyscy i wszystko jest na najwyższym poziomie, ale i tak przyjemnie spędziłam wieczór. Jedynym dyskomfortem były fotele nieprzystosowane do dam chodzących w gorsetach. Niestety dość mocno odczuwałam ten mankament i z prawdziwą ulgą przyjęłam przerwę między aktami, podczas której mogłam pospacerować po budynku oraz ugasić pragnienie w operowej kawiarni i porozmawiać z różnymi osobami. Naturalnie nie mogłyśmy zostać niezauważone i było mi bardzo miło, gdy w trakcie przerwy zaczepiło mnie kilka osób obcojęzycznych, którym spodobał się mój strój :)

Fot. P. Schmidt