7 kwietnia 2017

Zimowy spacer...

Nazajutrz po balu w Oświęcimiu zaplanowany był spacer w parku otaczającym Zamek Pszczyński. Dopisało nam szczęście – całą noc sypał śnieg i o poranku przywitało nas przyjemne słońce oraz świat przykryty białą pierzynką – lepszej pogody na spacer chyba nie mogliśmy sobie wymarzyć! :-D


Moim jedynym zmartwień pozostawało czy nie zmarznę, ponieważ miało to być pierwsze wyjście w moim zimowym zestawie empirowym. Co prawda pelerynę z czarnej wełny miałam uszytą już trochę wcześniej, ale nie miałam okazji jej przetestować. Postanowiłam też doszyć do niej osobno zakładany kaptur z małą pelerynką, żeby ochronić szyję i dekolt, które w tamtych czasach były dość mocno odsłonięte. No i oczywiście musiałam uszyć sukienkę! Miałam w zapasach większy kawałek czarnego sukna, które idealnie się nadawało, w związku z czym na spacerze robiłam za „czarną wdowę” ;) A na sam koniec w ekspresowym tempie około półtorej godziny powstał bonnet z czarnej satyny, który jeszcze potem wykańczałam w pociągu, ale akurat z niego nie jestem szczególnie zadowolona i zamierzam zrobić nowy przed następną zimą. Niestety nie mam zdjęć samej sukni, ale poniżej jest ona nieco widoczna. Uszyta została wg wykroju na suknię dzienną z lat 1806-09 znajdującego się w książce Janet Arnold „Patterns of Fashion”.



Ogólnie patrząc na piękne pelisy pozostałych uczestniczek spaceru czułam się trochę jak „uboga krewna”, ale nie przeszkadzało mi to cieszyć się pogodą i towarzystwem – stało się za to motywem do uszycia własnej pelisy, o której myślę teraz od czasu do czasu i zaczyna mi już w głowie powoli kiełkować wizja tego jak by miała ona wyglądać ;)




Nie zabrakło też oczywiście bitwy śnieżnej - tyle świeżego śniegu nie mogło się przecież zmarnować! ;-D


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz