Menu

5 listopada 2016

XVIII-wieczne chemise ;)

Krótko po tym jak zaczęłam szyć gorset bazujący na wykroju z 1776 roku zabrałam się za uszycie pasującej do niego chemise (koszulki), która ułatwiła by mi też sprawę w trakcie przymiarek. Po przeszukaniu kilku stron w internecie zdecydowałam się w końcu na wykrój zamieszczony na tej stronie, który wydał mi się najbardziej poprawny z wszystkich, na które natrafiłam. Nie chciałam iść na łatwiznę – zależało mi, żeby nawet tak prozaiczna rzecz jak koszulka była skrojona jak najbardziej poprawnie historycznie, bo co do szycia to i tak z góry zakładałam, że będą ją szyć na maszynie. Trochę nagimnastykowałam się z łączeniem wszystkich elementów, bo jak na "zwykłą koszulkę" trochę ich było, a na przykład takie kwadratowe wstawki pod pachy wszywałam pierwszy raz w życiu. Zdecydowałam się na długość lekko za kolana, bo tak wydawało mi się najbardziej optymalnie – jest wystarczająco długo dla zachowania przyzwoitości oraz dla ochrony nóg przed potencjalnymi obtarciami od pocket hoops czy też przed zabrudzeniem tych ostatnich od skóry. Dekolt obszyłam batystową lamówką, a w środek wciągnęłam cienką wstążeczkę ułatwiającą dopasowanie szerokości i kształtu dekoltu w zależności od kształtu gorsetu i sukni. Całość uszyłam z białego batystu bawełnianego, a rękawy wykończyłam batystową wstawką z haftem, jako że planowałam używać jej na tańce tylko z gorsetem i trudno by mi było ukryć doczepiane osobno angażanty ;)






















Planuję uszyć jeszcze jedno chemise według tego wykroju, ale już typowo bieliźniane czyli z cienkiego lnu, bez ozdobnych rękawów i może jednak ciut dłuższe :)

31 października 2016

"Pora umierać..."

Strasznie podoba mi się film Doroty Kędzierzawskiej pod tym właśnie tytułem, a Danuta Szaflarska wcielająca się w główną bohaterkę jest wprost fenomenalna! Nie będę pisać o czym jest film, ale szczerze polecam go do obejrzenia - zarówno bawi jak i wzrusza do łez. Szczególnie utkwił mi w pamięci fragment, gdy główna bohaterka - dotychczas pogodna starsza pani - traci złudzenia i czekając na śmierć recytuje poniższe słowa...

"Sonet LXXIII"

Oto już jesień i pora umierać;

pożółkłe liście wiatr strąca i miecie,
drżące gałęzie do naga obdziera -
chór, gdzie sto ptaków modliło się w lecie.
Ja jestem zmierzchem dnia, który się skłania
ku zachodowi i w ciemności brodzi;
noc, siostra śmierci, oczy mi przysłania
i wkrótce z całym światem mnie pogodzi.
Żar we mnie drzemie, lecz żar jaki bywa
gdy młodość już się oblecze popiołem;
jako na łożu śmierci dogorywam,
strawiony przez to, co sam od niej wziąłem.
A skoro kochasz, choć prawdę dostrzegniesz,
kochasz tym mocniej, im rychlej odbiegniesz.

William Szekspir


A jakby ktoś chciał wysłuchać recytacji Pani Danuty:



18 października 2016

Gorset z 1776 r.

Po tym jak miałam okazję mieć jednego roku na sobie gorset koleżanki w trakcie występów na dziedzińcu Zamku Wawelskiego, postanowiłam, że koniecznie muszę sobie też taki sprawić. Minęło kilka miesięcy aż w końcu trafiłam na materiał, z którego miał on powstać, a następnie zaopatrzywszy się we wszystkie niezbędne materiały i dodatki zabrałam się do pracy.


Korzystałam z wykroju znajdującego się w książce „Corset & crinoline” Nory Wough - gorset ten wypadałby mniej więcej pomiędzy dwoma poniższymi - niestety nie udało mi się znaleźć przykładu odzwierciedlającego konkretniej ten wykrój.

źródło
źródło



















Po przeskalowaniu wykroju do rzeczywistych wymiarów zaczęło się mozolne nanoszenie linii tuneli na materiał i dalej przeszywanie ich powoli na bazie gorsetu, aby tunele były idealnie równe, mimo że docelowo miały być niewidoczne pod ozdobną warstwą z zewnątrz i batystową podszewką od wewnątrz – takie skrzywienie ;) Zajęło mi to strasznie dużo czasu i w ostatecznym rozrachunku od rozpoczęcia do skończenia gorsetu minęło parę ładnych miesięcy, ale było warto, bo jest bardzo wygodny i mogę w nim się swobodnie poruszać – na ile gorset oczywiście pozwala ;)




Baza, w której znajdują się tunele uszyta jest z bawełnianej gorsetówki, a jako fiszbin użyłam okrągłych bambusów z rolety oraz w najbardziej newralgicznych miejscach płaskich fiszbin stalowych, aby całość uchronić przed uszkodzeniem. Krawędzie gorsetu zostały obszyte ręcznie lamówką – po zaliczeniu dziury w palcu od igły, która wbiła mi się końcem z oczkiem aż do kości kciuka, poszłam po rozum do głowy i sprawiłam sobie naparstek ;)


Trochę trudu sprawiło mi nabijanie oczek, których jest tu dość sporo, ale na szczęście dość sprawnie się z nimi uporałam. Na koniec wciągnęłam 7 metrów wstążki do wiązania i teraz mogę się cieszyć swoim dziełem i słuchać miłych komplementów na jego temat, gdy pojawiam się w stroju na występach, bo jest to dla mnie największą nagrodą za godziny nad nim spędzone i przelaną krew :-D


Niestety Ofelia nie jest tak plastyczna jak ja, więc nie widać dokładnie jaki kształt nadaje ciału ten gorset. Widać za to dość wyraźnie, że ramiączka są za długie i proszą się o skrócenie. I mam zamiar to zrobić, ale to oznacza sprucie części lamówki i ponowne jej przyszywanie oraz nabijanie oczek, więc pewnie jeszcze trochę będę z tym zwlekać ;)