Menu

3 marca 2017

Jesienny spacer

W październiku minionego roku wybrałyśmy się z koleżankami na spacer do Zamku Topacz, który znany jest głównie z prywatnej kolekcji zabytkowych samochodów znajdujących się w Muzeum Motoryzacji na terenie dawnych zabudowań dworskich. Samego muzeum nie planowałyśmy jednak zwiedzać, bo nastawiłyśmy się bardziej na spacer po parku, a poza tym byłyśmy w zbyt wczesnych strojach ;-P

Początkowo spacerowałam tylko w towarzystwie Edyty, która poratowała mnie swoją pelerynką, bo niestety było zimniej niż się spodziewałam oraz Eli, która robiła nam zdjęcia. Miałam na sobie suknię datowaną na 1914 rok, o której pisałam tutaj ;)





Akurat udało nam się trafić na jedyną chwilę słońca tego dnia ;)



Po pewnym czasie dołączyła do nas Loana i udałyśmy się na zwiedzanie dalszej części parku, gdzie znajdowała się łąka, pole golfowe oraz...



...budka telefoniczna – skoro była to oczywiście do niej wlazłyśmy ;)


Muszę przyznać, że trochę się rozczarowałam tym miejscem - nie ma tam nastrojowego parku czy trasy na spokojny spacer i w sumie podobał mi się jedynie staw, który można obejść wokół i różne mostki poprzerzucane nad znajdującą się w pobliżu rzeczką :)


Uff... Spacerowanie jest takie męczące ;)


Na koniec bardzo krótka notka na temat samego obiektu: 
Zamek w XIV wieku był dwupiętrową wieżą obronno-mieszkalną na planie prostokąta z nawodnioną fosą. Na początku wieku XVI wieżę podwyższono o jedną kondygnację z tarasem widokowym na szczycie. W XIX wieku miała miejsce kolejna rozbudowa obiektu gdzie od strony płn.-zach. dostawiono budynek oraz podwyższono wieżę o jedną kondygnację. Obiekt należał po kolei do kilku rodzin - najdłużej w latach 1699 do 1741 do Hansa Christiana von Roth, którego córka Charlotte Eleonora wniosła wieś wraz z dworem w posagu do rodziny Köningsdorf. W roku 1870 posiadłość została sprzedana założycielowi spółki cukrowniczej Rath Schöller&Skene i pozostała w jego posiadaniu do II Wojny Światowej. Niezniszczony podczas wojen obiekt pełnił różne funkcje aż do roku 2002, kiedy to został kupiony przez Państwa Kurzewskich, a następnie wyremontowany i przygotowany jako ekskluzywny obiekt hotelowo-konferencyjny, którego otwarcie miało miejsce w 2011 roku. (źródło)



31 grudnia 2016

W świecie małych kuleczek :)

Jesienią tego roku Edyta nauczyła mnie podstaw tworzenia biżuterii z koralików, a jest to technika której chciałam się od jakiegoś czasu nauczyć i bardzo się cieszę, że w końcu mi się to udało. Bransoletki, na których się uczyłam są nieskończone, więc ich jeszcze nie pokaże - zostały odłożone na bok z okazji Świąt Bożego Narodzenia, na które postanowiłam ozdobić koralikowymi wzorami szklane bombki. Oplatania bombek koralikowymi wzorami nauczyłam się głównie na bazie tego tutorialu, ale moje bombki są różnymi wariacjami, które powstawały na bieżąco w trakcie zabawy i dlatego każda ma trochę inny wzór ;)


Kilka osób otrzymało ode mnie takie właśnie ozdoby na choinkę w ramach upominku świątecznego, niektóre dodatkowo zapakowane w własnoręcznie zrobione pudełko-kartkę czyli tzw. explosion box, które to podpatrzyłam będąc z wizytą w Szczecinie u innej Edyty - tak więc obu imienniczkom jestem bardzo wdzięczna za pomoc :) Niestety okoliczności nie sprzyjały i nie udało mi się obdarować wszystkich, których zamierzałam, a bombki które zostały u mnie ostatecznie wylądowały razem na choince w moim rodzinnym domu...


Szukając w sieci innych inspiracji do wykorzystania koralików na ozdoby świąteczne trafiłam też na instrukcję wykonania takich oto ślicznych gwiazdek, które robi się co prawda kilka godzin, ale uważam że efekt końcowy jest wart poświęconego czasu. Jedna gwiazdka trafiła do Kajani, która wpadła na pomysł zrobienia wielokolorowych gwiazdek z koralikowych resztek, a pozostałe również zawisły na rodzinnej choince :)


W międzyczasie powstało jeszcze jedno pudełko-kartka, ale tym razem do zapakowania prezentu urodzinowego ;)


W sumie zawsze lubiłam "bawić się" papierem, ale dopiero niedawno dowiedziałam się, że jest tyle specjalnych przydasiów ułatwiających taką zabawę i dających szersze pole do popisu - tylko jak zmieścić w czasie tyle różnych przyjemności z tworzenia różności ;)


28 listopada 2016

Suknia dzienna z 1837 roku

Wiecie, że w tym roku obchodzono 200-lecie urodzin Charlotte Brontë? W sumie lubię książki wszystkich sióstr, ale każdy pretekst do sesji jest dobry ;)

źródło



 
Charlotte Brontë, przed 1848 rokiem
(fragment portretu autorstwa jej brata, 
Patricka Branwella Brontë)


Nie wiem czy tylko mi się myli, która siostra co napisała, 
więc tak dla przypomnienia - to ta od "Dziwnych losów Jane Eyre", "Shirley" i "Villette" ;)







Sukinię, którą miałam na sobie z tej okazji zaczęłam szyć z myślą o Złotym Popołudniu 2015, ale niestety zajęła mi znacznie więcej czasu niż mi się wydawało i nie udało mi się jej skończyć na czas. Tak bywa, a ponieważ jestem wierna swojemu postanowieniu o nie szyciu za wszelką cenę po nocach itp. odłożyłam ją na bok i ubrałam wtedy inny strój. Może się ona również wydawać niektórym znajoma, ponieważ miałam ją ubraną na Balu Szkockim w styczniu tego roku, ale w oszukanej wersji – jeszcze bez długich rękawów. Powstała ona na bazie wykroju z książki „The Cut of women's clothes 1600-1930” Norah Waugh, gdzie widnieje jako suknia dzienna z 1837 roku. Moda lat 30-tych ogólnie mi się nie podoba ze względu na charakterystyczne dla niej ogromne rękawy, ale jej schyłek i lata 40-te już bardzo ;)

źródło
źródło



















Niestety okoliczności nie sprzyjały i dopiero jesienią zdołałam wybrać się w miejsce, w którym zamierzałam robić zdjęcia - choć w sumie może i nawet dobrze się złożyło, bo jesień mamy złotą i akurat udało mi się trafić na słoneczny i w miarę ciepły dzień...


Zależało mi na tym miejscu, ponieważ jest to teren prywatny i mogłam tam spokojnie „oddawać się zajęciom w bezpośrednim otoczeniu własnego domostwa”, jak na przykład pompowanie wody czy spacer z książką :) Wiem, że dom jest „trochę za młody”, ale przynajmniej mogłam się uszykować i przebrać bez ciekawskich spojrzeń ;)






Niestety eksperyment z fryzurą wyszedł mi średnio, ale wcześniej nie miałam okazji przećwiczyć swoich umiejętności w tym datowaniu i była to kompletna improwizacja. Ale za to w końcu miałam okazję choć na chwilę przymierzyć czepek, który uszyłam po zeszłorocznym Zlocie w Ojcowie. Zrobiłam go w zasadzie jako czepek nocny do zakładania na papiloty w trakcie dłuższych imprez, ale nie zdążyłam skończyć pasującego do sukni bonneta, więc co by nie było, że pokazuję się poza domem z odkrytą głową... ;)


I co by nie było pod suknią też miałam "co trzeba" ;)


Ogólnie planuję mieć jeszcze co najmniej dwie suknie w tym datowaniu - jedną typowo balową oraz drugą dzienną, ale troszkę późniejszą i na lato, a więc z cieńszej bawełny i jaśniejszą. Materiały czekają, więc teraz tylko potrzeba dłuższej chwili czasu albo jakiejś imprezy "brontowej" ;)